Była mroźna, styczniowa noc. Leżałam w szpitalu na brzegu starego metalowego łóżka i trzęsłam się z zimna i… strachu.

Na dworze szalała wichura, okienne klamki trzeszczały od powiewu wiatru. Oddział był pusty, ciszę przerywał tylko porywisty przeciąg… Wpatrywałam się w wiszący na obdartej ścianie zegar. Było kilka minut po dwudziestej trzeciej, gdy poczułam silny przeszywający skurcz i wody lejące się strumieniami…
Nadchodzisz maleństwo, nie poczekasz do rana. Spojrzałam za okno…. zaczynał padać śnieg… to już! Tej nocy w końcu się zobaczymy – moje myśli krążyły wokół jednego: wytrzymać….
Czterdzieści pięć minut po północy byłyśmy już razem, na zawsze złączone nierozłączonym węzłem silnego uczucia…
W snach nawet nie wyobrażałam sobie, jak wielka jest to MIŁOŚĆ! Jak niezwykłym uczuciem jest pierwsze spojrzenie, krzyk, dotyk swojego maleństwa ♥.

Mówi się, że decydując się na dziecko, kobieta zgadza się, by jej serce żyło poza jej ciałem… Zgodzicie się z tym drogie Matki? 🙂

Znacie już przyczynę, mojej chwilowej niedyspozycji w blogosferze. W miarę możliwości będę zaglądać i aktywniej uczestniczyć :). Dziękuję za wszystkie noworoczne życzenia, odwzajemniam i pamiętajcie… Nigdy nie przestawajcie marzyć i wierzyć, że się uda ;)! ♥

Related Post

Podziel się

Facebook
Instagram