I choćby chwasty kuły w nogę, parzyły nas pokrzywy, choćby naszły wielkie chmury i spadł rzęsisty deszcz, choćby pioruny waliły nam nad głową… Nigdy się nie poddawaj!

Pogoda, z jaką stoczyłyśmy walkę w ten wyjątkowy dzień wydaje się być tak symboliczna! Wszystkie przeciwności na które po drodze trafiliśmy tylko umocniły nas w przekonaniu, że cokolwiek by się działo – dla odważnych i cierpliwych zawsze wychodzi… Słońce!

Z rodziną Gosi umawiałyśmy się od kwietnia, jak wiadomo, my swoje, życie swoje… Gdy w końcu udało się zaklepać na kilka łapek termin… Zaczęły się kolejne kłody pod nogi. Po przejechaniu ponad stu kilometrów okazało się, że mama Gosi zapomniała zabrać… peruki. Starałam się nie wpadać w panikę, a jednak ogarnął mnie stresior!

Malutka Gosia marzyła by wcielić się w rolę księżniczki – taką też scenerię przygotowałam dla niej w głowie. Miała być blondyneczka z rozwianymi długimi włosami…

Nie – powiedziałam do siebie. Niech będzie, tak jak los chciał! Będzie prawda, będzie naturalność, będzie Piękno!

Gdy wsiadłam do samochodu zaproszonej rodziny odwróciłam się i… zobaczyłam jedne z najpiękniejszych jakie widziałam w życiu… Oczy! Na co komu włosy! Jak ma się takie oczy! Od razu wiedziałam: One zaczarują wszystkich.

Po dotarciu na miejsce, zaczęło się od tego, że nie mogłyśmy wcisnąć sukienki, następnie okazało się, że droga do wypatrzonych kwiatów zarosła tak bardzo, że nie było już jej widać. Już wtedy malutka mi zaimponowała! Zero marudzenia, zero narzekania, szła odważnie, przydeptując pokrzywki i osty i cały czas pytała już o… zdjęcia.

Jaka ona odważna! Jaka chętna! Gdy usiadła na drabinkę i zaczęłyśmy fotorozgrzewkę :), jak grom z jasnego niebo lunął deszcz, a my rozpoczęliśmy eskapadę powrotną.
Pierwszy raz w deszczu nie myślałam o aparacie, zapomniałam o drabince, bo tak bardzo wystraszyłam się, że dziewczynka przemoknie. Tfu tfu wypierając czarne myśli z głowy.

Przez szyby samochodu nie było widać świata. Pompa z nieba konkretna, pioruny i szum strug wody. Rodzice Gosi chyba myśleli, że to szybkie zakończenie naszej sesji, gdyż zaproponowali mi odwiezienie do domu.
– Nie ma mowy. Gosia chce być księżniczką i nią będzie!

Anielska cierpliwość nas wszystkich i chyba- pomoc z góry pozwoliła nam przeczekać tę burzę!
Z trudem, ale ruszyliśmy dalej… Na parkingu na niebie pojawiła się… obłędna tęcza! Powiedziałam do naszej bohaterki, że to dla niej Niespodzianka, uchyliłam okno i zobaczyłam jak te jej śliczne błękitne oczka zaświeciły.

Wierzcie mi, deszcz jeszcze kropił, ale ona zarzuciła kurtkę z kapturkiem i zawoła mnie: Ciociu Aldonko, prawie nie pada, róbmy zdjęcia! Tak bardzo je chciała. Stanęła wprost pod słońce i czarowała uśmiechem!

Deszcz ustąpił, a my obiegłyśmy cały ogród 🙂 Gosia opowiadała mi o marzeniach (więcej na moim Fb), zrywała kwiatuszki, dotykała drzew, zaglądała do fontanny i przez cały czas zerkała w obiektyw. Modelka idealna!
Moje serducho co chwilę biło mocniej. Bezapelacyjnie je skradła…

Podczas gdy czytacie ten artykuł, przeglądacie zdjęcia, malutka już po raz kolejny toczy walkę o wszystko: oczekując przeszczepu komórek macierzystych.
Wyjątkowe Słonko, czekam na kolejną tęczę, która wyjdzie w Twoim życiu, dość już cierpienia tego małego ciałka. Piękna księżniczko – wojowniczko zaciskamy kciuki ♥ !

Poniższa sesja to kontynuacja mojego projektu: „Życie jest cudem. Życie to magia!”, w którym zapraszam przed obiektyw dzieci z chorobą nowotworową. Dzięki sesji, która zawsze odbywa się w radosnej atmosferze, dzieci skupiają się na tym co optymistyczne. Razem tworzymy wyidealizowane scenki, śmiejemy się, rozmawiamy i spełniamy marzenia 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podziel się

Facebook
Google+
http://aldonaszczygiel.pl/2019/08/jak-sie-nie-poddac-o-ksiezniczce-wojowniczce">
Twitter