Pudełko pierniczków

 

23 grudnia, 2019

Małgosia święta kochała od zawsze. Z wielkim entuzjazmem przez całą jesień wyczekiwała grudnia. Wtedy to dopiero się działo!

To najbardziej magiczny miesiąc w roku! – powtarzała.

Nie dość, że wypadały teraz same piękne rocznice: ślubu rodziców, dziadka i przyjaciółki urodziny, to jeszcze ten długo wyczekiwany adwent.

Gdyby grudzień mógł trwać przez cały rok, no chociaż dwa razy – zażartowała zapalając ostatnią z czterech świec na metalowym świeczniku.

– Zanudziłabyś się. – zapewniła Ania, która pomagała jej ozdabiać paczuszki gałązkami świerku. – Nie wiem z czego się tak cieszysz. Na te całe prezenty idzie masę kasy – dodała.

– Tyle na nie oszczędzam, tak bardzo lubię to robić. Nie wyobrażam sobie kogoś pominąć. Obdarowywanie innych to największa frajda, a wywołany dzięki temu uśmiech drugiego człowieka to najlepsza nagroda za włożony trud.

Słowa te nie przekonywały jednak przyjaciółki, która układając kartoniki pod choinką zauważyła, że jeden podpisany jest jej imieniem.

– Ja tam wolę nie pamiętać, ile zaraz kończę lat, a Boże Narodzenie zawsze mi o tym przypomina.
Wiesz, że chyba tylko my zostałyśmy bez partnera na te święta? Nawet chuda Aga z naszej grupy poznała w necie jakiegoś Włocha i Sylwestra spędzi już w Wenecji!- oświadczyła w nagłym natchnieniu i dodała – Co ja bym dała za taką świąteczną randkę z Mikołajem w odmłodzonej wersji z kokardą na szyi.

Gosia roześmiała się.
– Ha! Też bym chciała znaleźć taki prezent pod choinką, ale wiesz, że chyba jest większe prawdopodobieństwo, że wpadnę pod samochód, niż znajdę w ciągu dwóch dni męża.

Ania postukała się w głowę.
Po wypowiedzianych przez siebie słowach posmutniała. Podeszła do okna i postawiła na nim brokatowego reniferka obok śnieżnych kul i ceramicznego domku. Spojrzała z dumą na swoją pracę. Teraz parapet był już kompletny. Wszystko aż iskrzyło.
Świąteczne lampki i papierową gwiazdę wywieszała w oknie już oczywiście z początkiem listopada.

Uwielbiała święta całą sobą i nigdy nie przestawała wierzyć w ich magię. Miała przecież co roku na to naoczne dowody.
Odkąd rozstała się z nudziarzem Marcinem, który nie zgadzał się nawet na małą choinkę, z jeszcze większą gorliwością marzyła o idealnym świątecznym poranku.
Oczami wyobraźni widziała zawsze dziarskiego, pełnego wigoru mężczyznę , który przynosi jej do łóżka świeżo parzoną kawę z pianką i pachnące, aromatyczne pierniki.

Zapach ten przywoływał zawsze najmilsze wspomnienia.

– Wigilia u twoich rodziców w górach? – przerwała jej rozmyślania Anka.

– Yy tak, w Przesiece. Tylko proszę bądź punktualnie. Wiesz, tato nie może spóźnić się z przemówieniem, zawsze wyczekuje na ganku na pierwszą gwiazdkę. Jak i babcia, dla której jest to znak startu do modlitwy.

– Wy tak wszyscy macie fioła na punkcie świąt? – dopytywała trochę cynicznie, ale w rzeczywistości zazdrościła im tej zgranej rodziny. – Zawsze masz takie bajkowe święta? – dodała, choć nie czekając na odpowiedź wyszła do kuchni.

Ania nigdy nie obchodziła hucznie świąt. Raczej czysto formalnie. Momentami sama dziwiła się, że przyjaciółka zaraża ją tą całą gorączką. W tym roku zaprosiła ją nawet na kolację, a chcąc wprawić w nastrój postanowiła, że razem upieką korzenne ciasteczka według pradawnego przepisu.

Obie dziewczyny zbliżały się do trzydziestki. Poznały się na studiach pielęgniarskich. Roztrzepana Anna choć zmagała się z otyłością i okresową depresją, nie mogła narzekać na powodzenie u mężczyzn, których jak śmiała się jej towarzyszka, wymieniała każdorazowo po egzaminach.
Może dlatego, że była przy tym bardzo opiekuńcza, jako jedna z nielicznych została dyplomowaną pigułą. Jeśli można powiedzieć, że coś było jej pasją, to właśnie heroiczna praca.

Małgorzata od razu wiedziała, że nie zajmie się chorymi, to nie jej świat. Zaraz po obronie pracy przebranżowiła się i została recepcjonistką w hotelu. Okres przedświąteczny był najbardziej gorącym w karkonoskim hotelu. Mimo że całe dnie spędzała na telefonie, szef dał jej wolną rękę w ustrojeniu holu, okien i restauracji. Tak się cieszyła, że w tym roku pobiła swój rekord, bo ubrała w sumie dziewięć choinek.

– Nie chcę nic mówić, ale nie masz cynamonu!- zawołała gotowa w fartuchu do pieczenia Ania.

Małgośka pospiesznie wyjęła swój notatnik z elfem i zaczęła czytać listę zadań i zakupów, skrupulatnie odhaczając wykonane. Widok ten rozbawił Anię. Zasłaniając ze śmiechu buzię, powiedziała:

– Jesteś niemożliwa! Leć na zakupy, a ja ogarnę na miejscu resztę.

– Ale…

– Zdążymy, jest masę czasu do jutra. Jedź, tylko pamiętaj, to nie są wyścigi, to tylko święta.

W markecie człowiek na człowieku. Zamiast życzliwości kłótnie przy kasach, wypchane koszyki i ludzie pędzący jak mrówki. Chyba nikt nawet nie słuchał lecącej z głośników, a tak miłej dla ucha „Last Christmas”. Małgosia też dała się ponieść szałowi i wrzucała do wózka jak leci, zapomniała o liście i próbowała odtwarzać ją jeszcze w głowie: miód, cukier, soda…

– Uważaj pani, bo stracisz głowę! – mruknął naburmuszony starszy pan, w którego Gosia wleciała plecami, aż biedakowi spadł kapelusz.
Zmieszana nawet nie przeprosiła, bo zobaczyła, że właśnie otwierają nową kasę i zaistniała niepowtarzalna szansa być pierwszą w kolejce.

W drodze powrotnej zrobiło się szybciej ciemno, niż się spodziewała. Ulice spowiła gęsta mgła, do tego chwytał przymrozek. Na zakręcie tylko usłyszała, jak na tylnym siedzeniu wylatują z foliówek jakieś słoiki i butelki. Fuck, co ja robiłam przez cały miesiąc, że mam takie opóźnienie. – zaśmiała się sama z siebie. Z głośników leciała „Santa Tell Me”, którą podkręcała coraz głośniej, by odsunąć wszystkie złe przeczucia, które niespodziewanie zaczęły przysłaniać jej myśli.
Odpędzając strach przed nieznanym i niepewnym jutrem, powtarzała sobie: chcę by te święta Bożego Narodzenia były naprawdę święte.
Nagle ujrzała na pasach cień jakiejś postaci, jakby frunącej na hulajnodze prosto na jej szybę, automatycznie odbiła w bok, auto zaczęło podskakiwać, a ona z całych sił obijać głową w podsufitkę, poczuła silny ból i… ciemność.

24 grudnia, 2020

– Serio, zostaniesz? Jest Wigilia, na oddziale zostało mało pacjentów, młodziak sobie poradzi.

– Nie, nie ma mowy. Jest kilka niewiadomych, nie zostawię stażysty samego. Brat i tak wyjechał, mieszkanie stoi puste, tu się może chociaż na coś przydam. – odpowiedział stanowczo Ernest, ordynator oddziału neurochirurgii.

Starsza po fachu koleżanka poklepała go po plecach.
– Jesteś niemożliwy! – Pomachała głową i podała kawałek opłatka na przybrudzonym po kawie spodku. – Życzę Ci byś w przyszłym roku miał prawdziwe powody by nie przychodzić do pracy w najważniejszy dzień. Albo chociaż nauczył się lepiej ściemniać. – dodała śmiejąc się w głos, gdy po chwili zniknęła za drzwiami.

Doktor został w gabinecie sam. To nie były pierwsze takie jego święta. W pierwszym roku asystował podczas operacji guza, w drugim sam trafił do szpitala z fałszywym alarmem, potem ratował bezdomnych, którzy usnęli na przystanku… Widocznie, tradycja rzecz święta – pomyślał i podszedł do okna.
Kolejny rok braknie śniegu. Śnieżka jest bialutka, ale w kotlinie jak zwykle szaruga. Nastawił już któryś z kolei raz wodę na kawę i wyszedł na co wieczorny obchód po salach. Towarzyszył mu zawsze wianuszek pielęgniarek i praktykantów, ale dziś wszystkich jakby wywiało… Nic dziwnego, zbliżała się wyczekiwana wieczerza.

Nim wszedł na salę intensywnej opieki wziął głęboki oddech. Już miał wołać pielęgniarkę, ale zauważył, że nieprzytomna pacjentka przywieziona dobę temu porusza palcami jednej ręki. Spontanicznie do niej podbiegł. Leżała na łóżku pod oknem, przykryta do połowy białą kołdrą. Z włosami rozczochranymi na wszystkie strony, sińcem pod okiem i rozciętą wargą Gosia musiała wyglądać jak świeżo po walce MMA.

Doktorek sprawdził wszystkie znaczki na monitorze zrozumiałe tylko dla personelu medycznego i nieco uspokojony stanął naprzeciw swojej pacjentki, bacznie ją obserwując.

Małgosia zaczęła poruszać najpierw palcami rąk, a za chwilę całą dłonią ściskała pościel coraz bardziej i mocniej. Gdy otworzyła oczy stał przed nią niewątpliwej urody lekarz. Jego ciemnobrązowe oczy wpatrywały się w nią łagodnie.

Kobieta niewiele z tego rozumiała, pamiętała tylko postać, huk, ból i ciemność. Odruchowo chciała się poruszyć, ale szybko zorientowała, że poprzyczepiana jest do jakichś kabelków nad głową.

– Ja muszę zdążyć na… święta. – wydukała zdezorientowana, próbując chwycić się czegokolwiek.

– Zdąży pani, ale na następne. – odpowiedział ze spokojem i uśmiechnął się, a Małgonia poczuła jak oblewa ją rumieniec.

W tym momencie na salę wbiegła poddenerwowana pielęgniarka. Dopiero z ich rozmowy dziewczyna zrozumiała, że miała wypadek, nie bardzo jednak wiedziała, ile czasu upłynęło. Czuła się, jakby spała tylko chwilę i to bardzo niewygodnie. Uniosła kołdrę i przerażona zauważyła nagie nogi, w tym jedną stopę uniesioną na podwyższeniu w gipsie. Każde poruszenie sprawiało jej ból, a najbardziej głowy.

Gdy przewieziono ją na inną, pustą salę, kątem oka widziała dyżurkę pielęgniarek, a przy niej sporą, choć sztuczną choinkę ubraną w białe kokardy i srebrny łańcuch. Z deka kiczowata, ale lepsza taka, niż żadna.
Ogarniało ją przedziwne uczucie, zamiast martwić się w tej chwili o swoje zdrowie, zaczęła zastanawiać się, czy przyjdzie do niej jeszcze ten lekarz.
Za oknem zrobiło się całkiem ciemno.

W tym czasie Anka wysprzątała na błysk całe mieszkanie, nie mogąc dodzwonić się do przyjaciółki odpuściła pieczenie i wróciła do siebie. Następnego dnia zaniepokojona poszła do pracy, aż w końcu ze złym przeczuciem zeszła do koleżanek na Izbę Przyjęć by podpytać, kogo ostatnio przyjęto.

Chyba po raz pierwszy w życiu biegła po schodach. Zadyszana wparowała na salę.

– Goniu, wybacz, myślałam, że zakupy w galerii tak cię pochłonęły i wrócisz późno. Ale nic nie mów. Wszystko wiem. – Mocno spocona schyliła się nad przyjaciółką i ucałowała ją w czoło.

– Czy to dziś? – spytała niemal bezgłośnie, leżąc lekko skrzywiona na boku.

Ania skinęła głową i spuściła wzrok na dół.

– Proszę odszukaj mój telefon i napisz za mnie rodzicom, że masz gorączkę i przyjedziemy jutro.

– Wariatko! Jutro stąd nie wyjdziesz.

– Wiem. – odpowiedziała ze łzami w oczach. Przyjechaliby tu zaraz całą brygadą. Niech się bawią, zaprosili tyle osób, babcia z mamą tyle się nagotowały.

– Zrobię co zechcesz. Zaraz kończę dyżur, ale poproszę o kolejny by tu przychodzić.

– Nie, przestań, masz jutro urodziny.

– A co to za urodziny bez ciebie? A Gocha! Nie uwierzysz, co się stało. Ochroniarz zaprosił mnie do siebie na świątecznego drinka.

– Ha! Ten brodacz z szatni z muchą na szyi?

Dziewczyny się roześmiały tak głośno, aż piguły w dyżurce podniosły się zaciekawione.

– Chciałaś to masz. Marzenia się spełniają! A szczególnie w święta – dodała ze łzami w oczach, szukając przez okno jakiegoś światła, ale jedyne co widziała to odbijającą się lampę z sali.

– Pacjentka ma odpoczywać. – przerwał im od progu doktor Ernest.

– Oh my god, ale masz szczęście – Anna szepnęła do ucha przyjaciółki i na odległość posłała jej jeszcze całusa.

Gosia zerknęła na swoje pokaleczone palce i pomyślała: faktycznie szczęściara ze mnie.

Doktor przypatrywał się jej w milczeniu dłuższą chwilę, aż w końcu powiedział:

– Przykro mi. Też powinienem być teraz przy stole z rodziną i zajadać… – zawiesił głos.

– Pierniczki.

– Słucham? – patrzył na nią spod zmarszczonych brwi.

– Miałyśmy piec pierniczki. Co to za święta bez najlepszych ciastek? Nie tak to miało wyglądać.
Miała być romantyczna pobudka, piękna choinka, jemioła i… – Z trudem przełknęła ślinę.

– Proszę nic nie mówić. – Wykorzystał jakby swoją pozycję, że może wziąć kobietę za rękę: zmierzył puls, sprawdził jeszcze cyferki i odłączył ją od aparatury.

Nasze życie nie zawsze jest bajką, czasem przewrotny los zsyła na nas trudy, na które nie byliśmy przygotowani, ale wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Jest lepiej, niż się teraz pani wydaje. Musi się pani wyspać. – Zmienił temat i odruchowo pogładził ją po włosach, co samego go zdziwiło, że na tyle sobie pozwolił.

25 grudnia, 2019

Od wczesnego ranka po salach roznoszono kaszkę na mleku – wypasione świąteczne śniadanko. Przez chwilę wydawało się Gosi, że czuje znajome zapachy i nawet udało się jej usiąść, gdy na salę wszedł doktor z kawą w brązowym, plastikowym kubku. Gdy usłyszała jego głos spontanicznie poprawiła włosy na bok.

– Przepraszam, nasz automat daje tylko kiepskie cappuccino, ale mam coś jeszcze. – Wyciągnął zza siebie pudełko pięknych kolorowych pierniczków. To dla pani.

Dziewczynie odjęło mowę. Coś ścisnęło w sercu.

– To najpiękniejszy prezent, jaki w życiu dostałam. Miała ochotę rzucić się na szyję doktorkowi, ale zagryzła wargę i się powstrzymała.

– Kupiłem je specjalnie.

– Naprawdę? – parsknęła zdziwiona, pożerając go wzrokiem.

– Nie, żartowałem. Dostałem wczoraj od pacjentki, która wychodziła do domu. – odpowiedział z uśmiechem. – Ale od razu wiedziałem, że będą dla ciebie. Wybacz. – Podając rękę dodał – Ernest, dla przyjaciół Erni.

– Ma-Małgorzata. – mówiąc starała się uspokajać oddech, ale niezbyt jej to wychodziło.

Głęboko w metalowej szafce leżał rozładowany telefon, którego nie dość, że Ania zapomniała zabrać, to wysłała na niego wiadomość: Piotrek porwał mnie w Izery na kulig, przyjadę jutro, wybacz. Całuję. Aa wiem, przez kogo miałaś wypadek. Nie możesz się teraz zakochać!

25 grudnia, 2020

Zbudził ją hałas w kuchni i boski zapach cynamonu. Powolutku schodząc po schodach zdała sobie sprawę, że to się dzieje naprawdę. Wymarzony mąż, ciepły dom, pierniczki w piekarniku i choinka. Podeszła by poprawić jeszcze skrzatka na gałązce, gdy nagle poczuła silny skurcz w dole swojego mocno zaokrąglonego brzucha.

– Tylko nie teraz maluszku! – Gosia skulona i przerażona oparła się o fotel, ale mąż chwycił ją pod ramię i krzyknął rozradowany:

– Jedziemy? Dobrze, że chociaż przygotowywałaś się tyle, że mamy już spakowaną torbę. – złapał się za głowę, po czym zbliżył do żony i ucałował w usta.

– Ale nie zdążyłam zapakować Ci prezentu.

– A najpiękniejszy już czas rozpakować. – westchnął, chwytając ją za brzuszek uważnie obserwował.

Dziewczyna w jego oczach widziała coś, co z miejsca ją uspokajało, mimo że świąteczny chochlik znów zakpił sobie z jej planów.  ♥

 

Aldona Szczygieł

Z okazji świąt, tradycyjnie już: życzę Wam wszystkim radości i miłości – tylko ona nas łączy! Na co dzień tak mało się uśmiechamy, wokół tak wiele jest zła… Niech święta będą czasem nadziei, wyciszenia i rodzinnego ciepła.

PS. Koniecznie dajcie znać, jak Wam się podoba opowiadanie? 🙂 Believe In The Magic of Christmas! ♥

Related Post

Podziel się